Obecnie jednak trwożyła go myśl, iż wtedy, gdy był w królewskiej świcie, raczej przez wzgląd na króla Haakona aniżeli na a i Jego Matkę sporządził sobie te małe listy z modlitwami, których uczył się na pamięć. Tak robili wszyscy młodzieńcy, bowiem król, kiedy leżał wieczorami bezsennie, miał zwyczaj wypytywać swych paziów, czego się z tych pożytecznych rzeczy nauczyli.

Linia dla rozrywki

Ach, jakże to było dawno… Alkowa króla w kamiennej hali królewskiego zamku w Oslo… Na zboczonym stoliku koło łoża paliła się jedyna świeca, blask jej padał na delikatne, bezbarwne, postarzałe oblicze męża spoczywające na czerwonych, jedwabnych poduszkach. Kiedy Kochanek ukończył czytanie oraz oddalał się, król brał nieraz sam księgę, leżał oraz czytał, oparłszy ciężki tom na podciągniętych kolanach. Opodal, przy wielkim murowanym kominie, siedzieli na zydlach dwaj paziowie. Szymon pełnił straż prawie zawsze razem z Gunstei-nem synem Ingi. Zacisznie było w komnacie, ogień płonął jasno i ciepło, bez dymu; przytulnie wyglądała izba z krzyżowym sklepieniem, ściany jej pokryte były zawsze dywanami. Ale gdy tak siedzieli, chciało im się spać. Naprzód musieli słuchać czytania księdza, później zaś czekać, aż król zaśnie, a to nie następowało prawie nigdy przed północą. Kiedy zasnął, wolno im było luzować się w czuwaniu i po kolei spoczywać na ławie między kominem a drzwiami do rozmównicy. Siedzieli tak, czekali cierpliwie, kiedy to nastąpi, oraz tłumili, jak mogli, ziewanie.
Czasami król wszczynał z nimi rozmowę. Rzadko się to zdarzało, ale wtedy był pan Haakon niesłychanie ujmujący oraz życzliwy. Kiedy indziej czytał na głos z księgi jakąś sentencję lub parę linijek wiersza, którego słuchanie mogło wyjść młodym na pożytek.

Kobieta w sex telefonie

Pewnej nocy kobieta z seks telefonu ocknęła się nagle, słysząc, iż król Haakon go woła. Było zupełnie ciemno, świeca wypaliła się. Zawstydzony rozdmuchał żar na kominie oraz zapalił nową świecę. Król leżał oraz uśmiechał się chytrze.
– Czy Gunstein zawsze tak okropnie chrapie?
– Tak, panie.
– A w gospodzie też z nim dzielisz łoże, prawda? Mógłbyś słusznie żądać, aby na pewien czas dano ci innego towarzysza, który by nie spał tak hałaśliwie.

– Dzięki wam, panie, ale to nic nie szkodzi.
– Ale przecież musisz chyba wciąż się budzić, Szymonie, kiedy ten grzmot rozlega się tak blisko twoich uszu, nie?
– Pewnie, wasza królewska mość, ale wtedy daję mu porządnego szturchańca i obracam go na drugi bok.
Król roześmiał się.
– Chciałbym wiedzieć, czy też wy, młodzi, w pełni rozumiecie, jak wielkim darem Bożym jest zdrowy sen. Kiedy będziesz w mym wieku, Szymonie, przyjacielu, może wspomnisz moje słowa.
Wszystko to widział jakby w ogromnym oddaleniu, a jednak zupełnie wyraźnie, nie tak jednakże, jak gdyby on sam, który tu siedział, był owym młodym paziem.